Kiedy studiuje się biologię, nie ma się czasu na deviantarty i sprawy tak nieprzyziemne jak rysowanko, w końcu trzeba czasem luknąć w książki skoro ma się 6-8 kolokwiów tygodniowo [*] z miejsca, z lekką irytacją pozdrawiam narzekających na te swoje okroooopne dwa zaliczenia na semestr. Życie jest takie niesprawiedliwe </3
Co mam w zamian? Miałam szansę potrzymać tropikalnego karalucha-giganta, znam na pamięć 102 gatunki owadów po łacinie, całego człowieka od paznokcia do zastawek w żyłach, umiem robić obliczenia statystyczne... A to wszystko tylko w teorii :*
Podobno nawet włączył mi się syndrom kujona, co z resztą sama widzę po ilości zdań dotyczącej samej nauki

JA I SYNDROM KUJONA?! *kula w łeb*
Tak poza tym to chcę odrobinę wakacji, nie lubię śniegu, nie pijcie różowego koktajlu z selgrosa (racja, tylko ja mogłam na to wpaść) i w ogóle gdzie jest ta noworoczna świeżość...? To nie jest pesymizm, raczej zmęczenie i efekty braku trwonienia wolnego czasu na gapienie się w sufit, nie pamiętam jak wygląda mój hipstersko biały sufit! Co gorsza, moje artykuły plastyczne zyskały futerkową oprawę z kurzu i bytują na nich acari </3 to chyba tyle, więcej z siebie nie wypocę, bo czas spać, by jutro wstać i zapracować na to 2 z egzaminu z matmy :* myślę, że długo tu się nie pojawię, więc takie ooo duuuże ALIWEDERCZI